Świat się kończy.
U każdej kobiety przychodzi w końcu czas że postanawia walczyć ze swoimi słabościami. Jedne walczą z paleniem, inne ze swoimi skłonnościami do wydawania pieniędzy, kupowania butów i torebek. Jeszcze inne wstają rano by po prostu stawiać czoła swoim problemom..
Ja, dość banalnie, postanowiłam zawalczyć o siebie ze swoimi zbędnymi kilogramami...
Już czwarty tydzień robię podchody pod dietę. Czytam informację, pytam ludzi, zbieram detale.. I w końcu zaczynam. Od weekendu!
Pisząc jak sobie radzę, mam nadzieję że się zmobilizuję by przetrwać. Bo NIKT we mnie nie wierzy i NIKT mnie nie wspiera, a wręcz WSZYSCY odradzają.
Ale choćbym miała wylądować w szpitalu pokażę, że potrafię!
Przynajmniej dzisiaj takie mam wrażenie...
Jestem kobietą i jak zwykle to ze mną bywa, mój zapał zwykle bywa słomiany. Czy tak będzie i tym razem?
Dieta to wojna. Wojna samym z sobą. I choć mam opracowaną taktykę, w lodówce nie ma ANI JEDNEGO zakazanego produktu, wiem, że walka będzie ciężka. Będzie to prawdziwa batalia...
Powtarzam jak mantrę: "Wiem że mi się uda!" i zaczynam powoli w to wierzyć.. Ale jak to będzie wyglądać za parę dni pojęcia zielonego nie mam..
Pozostaje mi tylko zapisywać emocjonalne huśtawki i liczyć na cud!
Pozdrawiam!
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów